Testujemy Under the Jolly Roger

Statek pod piracką banderą wprost ze Wschodu przygotowuje się właśnie do abordażu Switcha. Od początku było wiadomo, że łatwo nie będzie, ale dzielna załoga nie odpuszcza. Trzeba to jasno przyznać – mocnego uderzenia w obrębie omawianej tematyki handheld Nintendo jeszcze nie zaznał. Czy w końcu pojawiło się coś ciekawego dla fanów plądrowania okrętów i zamorskich terenów? Under the Jolly Roger zaskakuje skalą, choć pod względem mechaniki zabawy daleko mu nawet do wysłużonego Black Flag. Sprawdźmy jak wypada od kuchni ten klimatyczny ekskluzywny tytuł.

under the jolly roger

Not only Jolly Roger

Przywołany we wstępie rozmach to nie czcze gadanie. Autorzy udostępnili aż trzy sporej wielkości kontynenty do zwiedzenia i choć dużą część na nich zajmuje woda, to i tak możemy mówić o satysfakcjonującej różnorodności. Świetnie sprawdza się tu natychmiastowe przełączanie między ręcznie rysowaną mapą a trójwymiarowym środowiskiem. W dowolnym momencie możemy wskoczyć za stery naszej łajby i oddać się udostępnionym aktywnościom. Przy braku tradycyjnej fabuły zabawa ma bowiem bardzo swobodną formę.

Popływamy, nawiążemy stosunki dyplomatyczne z występującymi w świecie gry frakcjami, a także zajmiemy się sporą ilością questów. Wiele z nich podporządkowano jednemu z kilku występujących tu rodzajów misji. Mamy więc zatapianie wrażych statków, ratowanie rozbitków, czasem też zejdziemy na ląd i skrzyżujemy szable ze szkieletami. Do tego na śmiałków czekają groźne i wytrzymałe stwory morskie. Jak widać twórcy trzymają się kanonu. Odbiór psują jednak trochę drewniane animacje postaci.

under the jolly roger

Under the Switch possibilities

Jako że produkcja trafia wyłącznie na Pstryczka można było oczekiwać dopieszczonego produktu. W gruncie rzeczy nie wyszło to najgorzej. Obsługa jest intuicyjna a czcionka czytelna – szczególnie istotna sprawa przy morzu tekstu i braku kwestii dialogowych. Rodzimych graczy rozczaruje natomiast brak polskiej wersji językowej, ale raczej łatwo połapać się ze wszystkim ze względu na pokaźną ilość uniwersalnych rozwiązań.

Testowana propozycja nie może pochwalić się jakąś cudowną grafiką, choć na całość da się patrzyć bez obrzydzenia. Od czasu do czasu trafią się nawet fajne widoczki. W sumie to wystarcza by chłonąć klimat. Pomaga w tym też przyjemna dla ucha muzyka, idealnie wpisująca się w charakter produkcji. W dodatku wszystko śmiga całkiem płynnie, więc komfort zabawy trzyma równy dobry poziom.

under the jolly roger

Under the Jolly Roger – podsumowanie

Switch dostaje na wyłączność ciekawą propozycję, która zrzyna troszkę z czwartego Asasyna i trzyma się bezpiecznych schematów. Under the Jolly Roger raczej nie zostanie hitem, ale powinien zaciekawić wygłodniałych wilków morskich. O ile przymkną oko na liczne uproszczenia, także te w oprawie graficznej. Tytuł śmiga za to żwawo, co przy dużej skali świata przedstawionego należy uznać za sukces.

Zrzuty ekranu: SwitchLite.pl

Kopię do testów dostarczył wydawca – HeroCraft

Zobacz też: Windbound