Testujemy Dreamo

Gry logiczne z narracją w tle, to jeden z moich ulubionych gatunków. Autorzy Superliminal udowodnili, że taka produkcja może nie tylko bawić, ale także dobrze wyglądać na Switchu. Jakością wykonania przenośny port Dreamo przypomina właśnie przywołany tytuł, choć trochę zabrakło do tamtego poziomu oprawy. Nie można jednak odmówić omawianej pozycji własnej tożsamości i ciekawej realizacji założeń. Sprawdźmy zatem jak dzieło stworzone pierwotnie przez radomskie Hypnotic Ants Studio prezentuje się na handheldzie Nintendo.

dreamo

Comatose puzzle

Rozgrywkę zaczynamy, gdzieś na plaży po rzekomej katastrofie samolotu. Wszystko wydaje się co najmniej dziwne, a wyłącznym tropem okazują skąpane w słupie światła sześciany. To właśnie one, obok ciekawej historii, stanowią główną składową Dreamo. Każdy taki artefakt musimy uaktywnić poprzez zastosowanie odpowiedniego mechanizmu złożonego z kół zębatych. Startowe zagadki to banał, a początek zabawy mija niezwykle sprawnie. Wystarczy umieścić części w jedynych słusznych slotach i gotowe – jedna łamigłówka mniej do zaliczenia. Sprawy szybko się komplikują, by w okolicach napisów końcowych całkiem porządnie nas przeczołgać.

Mimo tylko jednego bazowego schematu, który polska produkcja eksploatuje przez te kilka godzin potrzebnych na ukończenie gry, nie można narzekać na nudę. Duża w tym zasługa opowieści toczącej się równolegle do naszych poczynań. Towarzysząca tytułowi narracja umila bowiem progresję i spacer po kolejnych miejscówkach. Te szybko stają się coraz bardziej zakręcone i zaglądają w głąb naszego bohatera. Sama fabuła dość szybko łapie porządny zakręt i trzyma w niepewności aż do rozwiązania. Całość stanowi nieźle zbalansowany zestaw, który ani nie zostawia niedosytu, ani nikomu nie powinien zdążyć się znudzić.

dreamo

Polygonal beauty

Dreamo obsługuje się bardzo intuicyjnie, zarówno podczas eksploracji świata, jak i rozwiązując poszczególne zagwozdki. W zasadzie to tytuł skrojony idealnie pod Pstryczka – naprawdę ciężko przyczepić się do wykonania portu. Jeżeli samo słuchanie angielskich kwestii dialogowych nie bardzo nam pasuje, to możemy posiłkować się osobliwymi napisami umieszczonymi bezpośrednio w świecie gry. Po podejściu do takiego elementu otoczenia naszym oczom ukazuje się bardzo czytelna czcionka, która świetnie sprawdza się na małym ekranie. Wśród dostępnych języków znajdziemy także polski. Wzór do naśladowania.

Grafika oparta na polygonach ma swój urok i jest całkiem ładna. Miałem jednak wrażenie, że miejscówki z drugiej połowy produkcji wyglądały zauważalnie gorzej. Każdorazowo dobrą robotę wykonano w materii oświetlenia, co wyraźnie podbija wrażenia wizualne. Audio też jest niezłe, włączając w to udźwiękowioną debatę postaci. Nie można też się przyczepić do optymalizacji, może nie jest ona wzorowa, ale płynność animacji trzyma naprawdę uczciwy poziom.

dreamo

Dreamo – werdykt

Dreamo oparte jest na fajnym pomyśle i zapewnia kilka przyjemnych godzin zabawy. Nie przeszkodzi w niej wykonanie przenośnego portu – Switch jest wręcz idealną platformą, by doświadczyć tej przygody. Wydawca zapowiedział również przedpremierową próbkę, którą wszyscy miłośnicy łamigłówek koniecznie powinni sprawdzić.

Zrzuty ekranu: SwitchLite,pl

Kopię do testów dostarczył wydawca – Pineapple Works